fbpx
truck_Obszar-roboczy-1.jpg

Popyt transportu na paliwa staje się coraz większy. Ten segment gospodarki zużywa tego cennego zasobu dość sporo. Zarówno transport drogowy, jak i morski czy lotniczy nieubłaganie sięgają po zasoby ropy. Z wyliczeń amerykańskich uczonych wynika, że przy zachowaniu wzrostu obecnej krzywej zapotrzebowania na ten surowiec- złoża dostępne w obecnej chwili starczą ludzkości na najbliższe 40 lat. Mówimy jedynie o paliwach niewydobytych. Ta wizja nie napawa optymizmem. Większość firm zaczyna nerwowo rozglądać się za alternatywą w zakresie napędzania pojazdów transportowych.

Dotychczas zareagowała na pojawiający się problem branża pojazdów osobowych. Dostawcy ciągników siodłowych oraz całych zestawów ciężarowych tak jakby próbowali temat lekko przespać. Niestety liczby są nieubłagane i problem został również dostrzeżony przez takich producentów jak IVECO, MERCEDES, MAN, TESLA, NIKOLA.

W zasadzie większość firm zareagowała w dość bliskim czasie od siebie. 2016-2017 rok to pierwsze pojazdy prototypowe. Tesla wypuszcza swój ciągnik oznaczony nazwą SEMI, natomiast firma Nikola przedstawia dwa warianty swojego pojazdu Nikola ONE i Nikola TWO. W odpowiedzi na to znane koncerny pojazdów ciężarowych zademonstrowały swoje projekty. I tak Mercedes zaprezentował Urbarn eTruck oraz Benz eActros. Również szwedzka firma Volvo ujawniła światu swój model FL Electric. Chcąc nie pozostawać w tyle DAF wskazał CF Electric, a MAN eTruck. Duże zainteresowanie tematem przyciągnęło również mniejsze firmy – takie jak E-Force czy Framo, które swoje prototypy również demonstrowały na wystawach.

Jest światełko nadziei. Widać, że branża przebudziła się z paliwowego snu. Oczywiście pojawiły się na wstępie spore problemy. Po pierwsze trzeba się będzie przestawić na inny tryb pracy – dotyczy to głównie kierowców. Wymusza to pojemność ogniw w pojazdach. Na pełnym naładowaniu zestawy przy pełnym obciążeniu mogą bez kłopotu przejechać do 200 kilometrów. Po takiej trasie musi nastąpić ładowanie, które zajmie od 4-6 godzin, no chyba, że trasy przejazdowe zostaną upstrzone stacjami wymiany ogniw. Wówczas powrót na drogę może nastąpić nawet po kilku minutach. Drugi kłopot to masa pojazdu. Niestety same ogniwa mają dość sporą masę. Może to uniemożliwić przejazd na niektórych trasach gdzie jest określone maksymalne obciążenie dopuszczalne. Trzecia sprawa z którą będą musieli zetknąć się inżynierowie i firmy transportowe to opłacalność. Na dzień dzisiejszy jednak paliwa klasyczne są bardziej opłacalne. Wynika to z faktu, że skraca się czas pracy kierowcy przy e-paliwie. Serwisy naprawcze takiej floty praktycznie na razie nie funkcjonują, a więc koszt usuwania usterek jest na obecny moment dość duży.

Pomimo kłopotów widać, że branża transportowa dostosowuje się do zaistniałych warunków. Pojazdy elektryczne nie tylko w wersji osobowej ale również tej cięższej zaczną coraz częściej gościć na naszych drogach. Przestaną być elementem sci-fi, a staną się naturalnym obrazkiem naszego otoczenia.

Szybkie linki

Media społecznościowe

Administratorem danych jest ENPIRE Łukasz Wojciechowski, ul. Toruńska 151, 85-880 Bydgoszcz.

Pełny obowiązek informacyjny dostępny jest na: www.enpire.pl/obowiązek-informacyjny/